Za co szanuję RAZEM i jej działaczy?

Drukuj

Z poglądami głoszonymi przez polityków partii Razem można się nie zgadzać, ale ideowości nie można im odmówić. Oparli się pokusie uczestniczenia w marszu KOD-u idąc pod rękę z Grzegorzem Schetyną, Romanem Giertychem i Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, których o zbytni idealizm posądzać nie wypada. A pokusa była rzeczywiście spora, bo pokazania się na wiecu przed około dwustu-tysięcznym audytorium.

policy

Nie jest tak, że ten kto nie pojawił się na sobotnim marszu KOD, a mógł, jest od razu zwolennikiem obozu rządowego. Ja na przykład nie chodzę na wiece, bo mam na nieszczęście dobry słuch muzyczny i nie jestem w stanie za nic w świecie zdzierżyć kakofonii wuwuzeli, których na tego typu pochodach pełno.

Partia RAZEM oficjalnie też w manifestacji „Jesteśmy i będziemy w Europie!” nie uczestniczyła, co nie znaczy, że nie sprzeciwia się łamaniu konstytucji, niewydrukowaniu przez rząd wyroku TK itp. Sprzeciwia się, ale nie chce tego robić ramię w ramię z politykami Platformy Obywatelskiej. Członkowie RAZEM kwitują śmiechem (słusznie) deklaracje działaczy PO, którzy kreują się w nich na obrońców wysokich standardów demokracji i politycznego pluralizmu w Polsce.

Widać, że polityczne pryncypia zmuszają wielu nielubiących się na co dzień polityków do wykorzystywania okazji takich jak marsz KOD, do przypomnienia światu o swoim istnieniu. Są trochę jak zakurzone, znoszone garnitury, które jednak wyglądają z szaf. Dla postaci takich jak Grzegorz Schetyna, Stefan Niesiołowski, Roman Giertych czy Ryszard Kalisz jest to może polityczne być albo nie być.

Środowisko RAZEM, które twierdzi, że „inna polityka jest możliwa” dostrzega ten nieładny zapach, który ciągną za sobą politycy przylepieni do obywatelskiego ruchu, jakim jest Komitet Obrony Demokracji i nie chcą grać na tych zasadach. Zapewne trafnie dedukują, że tymczasowy mariaż konserwatystów, centrolewicy, ludowców i liberałów, podyktowany bieżącemu interesowi politycznemu, nie jest wart składania na stosie swojego idealizmu. W końcu ile merytorycznie łączy te cudownie połączone środowiska skupione wokół hasła „wspólnie przeciw jednemu wrogowi”?

Polityczni „unioniści” liczą na bonus od polskiego społeczeństwa za zgodę i sojusz. Badania pokazują, że Polacy naiwnie i niemądrze życzyliby sobie, by politycy przestali się kłócić. Konflikt w polityce to rzecz normalna i potrzebna. Tyle tylko, że winien to być konflikt konstruktywny, po czasie którego wypracowuje się dobre i przynajmniej częściowo satysfakcjonujące rozwiązania. Co może wspólnie wypracować PO, PSL, Nowoczesna, lewica i polityczne odpady? Nic. Nic poza dostaniem się do Sejmu z niezłym wynikiem. Chyba nie o to chodzi w konstruktywnym i ideowym uprawianiu polityki. Wydaje się, że sam KOD i obywatelski zryw wyraźnie tracą na autentyczności poprzez tak mocno akcentowane zaangażowanie w niego ekip politycznych.

Nie chodzi zatem o to, by na marsze nie chodzić. Nie chodzi o to, by twierdzić, że rząd nie łamie konstytucji, bo łamie. Nie chodzi o to, by nie domagać się publikacji wyroku TK – bowiem należy się domagać. Ale wszystko to można robić na swoich zasadach, bez niepotrzebnych i brzydko pachnących kompromisów ze skompromitowanymi politykami. I RAZEM tak właśnie robi. I za to ich szanuję.

Czytaj również