W kilka dni po końcu świata

Drukuj

Sporo mówiło się o domniemanym końcu naszej planety, który miał nastąpić 21 grudnia2012 roku. Rzeczywistość oczywiście okazała się inna. Doczekaliśmy wigilii. Oby jednak pozytywne zmiany dotknęły Ziemię i sprawiły, że spadnie ogólny poziom cierpienia, zmniejszy się ilość natrętnych i głupich myśli, które szczególnie lubią zaśmiecać umysły rządów i rządzących, i by w ogóle nastała bardziej kolorowa era dla naszego młodego, ludzkiego gatunku.

Ci, którzy 21 grudnia liczyli na bombowe efekty, spadające gwiazdy, powodzie, atak zombie i inne kataklizmy mogą czuć się zawiedzeni. Gdyby jednak biały człowiek wnikliwiej przyglądał się temu co pozostawili nam Majowie, to zdałby sobie sprawę z tego, że zmiany można było odczuć na dość długo przed medialną datą 21 grudnia (choćby odchodzenie od konsumpcjonizmu i korpokapitalizmu w wydaniu ja, mnie, moje, na rzecz współpracy, tworzenia kooperatyw i kreatywnego wykorzystywania własnego potencjału – polecam artykuł)

Biały człowiek, bo to nasza, biała cywilizacja zdominowała świat, miał już setki lat temu zupełnie inny plan na układanie sobie relacji z bardziej uduchowionymi, mającymi lepszy kontakt z naturą społeczeństwami – zagrabić, zamordować, zbezcześcić i zawrócić „pogan” z ich niewłaściwej ścieżki (4x Z!). Taki los spotkał rdzennych mieszkańców tak gremialnie odwiedzanego w ostatnich miesiącach Meksyku, podobnie było z nieszczęsnymi, „naturalnymi” mieszkańcami obu Ameryk i wielu innych kultur.

Jako, że obraz niejednokrotnie jest o wiele ciekawszy od słów wystukanych na klawiaturze, pozwolę sobie pominąć dalsze dywagacje dotyczące ciekawych aspektów kulturowych i plemiennych i oddam głos kilku ludziom niosącym pochodnię świadomości, których to z kolei dywagacje można z łatwością podejrzeć na youtubie.

Czytaj również