Za nami Miami

Drukuj

Za nami prestiżowy turniej Sony Ericsson Open. Co po nim pozostało? Dla fana tenisa – garść ciekawych wyników, spostrzeżeń i refleksji. Dla fana tenisa urodzonego w Polsce – więcej.

 Najciekawszym wydarzeniem I dnia oficjalnych zmagań turnieju nazywanego często „piątą lewą wielkiego szlema”, było zakończenie kariery przez niegdyś genialną męską rakietę, Chilijczyka Fernando Gonzaleza. Gonzalez słynął z atomowego forhendu i wielkiej waleczności. Kończąc przygodę z zawodowym sportem musiał jednak uznać wyższość Francuza Nicholasa Mahut, któremu po zaciętym pojedynku uległ 7:5 4:6 7:6(3). Przykro jest mieć świadomość, że nie ujrzy się już Chilijczyka walczącego o najwyższe trofea.

Również w I rundzie, tyle, że dnia następnego miał miejsce ciekawy i wyrównany pojedynek. Do walki o II rundę turnieju stanęło dwóch tenisistów preferujących klasyczny, atakujący styl gry (serve&volley) – Chorwat Ivo Karlovic i Polak Łukasz Kubot. Kubot nie sprostał tym razem bałkańskiemu olbrzymowi słynącemu z potężnych, wyraźnie przekraczających 200km/h serwisów. Ostatecznie nasz tenisista przegrał po dwóch tie-break’ach 6:3 6:7(2) 7:6(2).

W III rundzie niezapomnianą chwilę przeżył Amerykanin Andy Roddick. Roddickowi, który przez długi czas był najsilniej serwującym graczem w historii dyscypliny (jego rekord wyśrubował wspomniany wcześniej Karlovic), udało się pokonać odwiecznego rywala, Rogera Federera. Był to obiektywny sukces z dwóch powodów: po pierwsze Szwajcar był do Miami w genialnej formie, wygrywając nieprzerwanie 16 pojedynków pod rząd. Ponadto, wcześniej Roddick przegrał 21 na 23 pojedynki z Federerem. Jednym z dwóch wygranych… Był właśnie turniej w Miami z roku 2008. Dlatego kolejna wygrana z tak wysoko rozstawionym zawodnikiem miała być dla Andy’ego niczym haust powietrza dla tonącego. Chimeryczny podopieczny Larry’ego Stefanki przegrał jednak ze słabszym od Szwajcara, Argentyńczykiem Juanem Monaco, i na 4 rundzie zakończył swój udział w imprezie.

W ćwierćfinale Francuz Jo Wilfried Tsonga, znany z nietypowych zagrań i specyficznego zachowania na korcie usiłował pokonać Rafaela Nadala przejmując inicjatywę i często wybierając się do siatki. Z różnym skutkiem, ale spotkanie było ciekawym widowiskiem. Ostatecznie jednak zadanie nie zostało przez Tsongę wykonane.

W półfinałach Nadal przegrywa nie ze Szkotem Andy Murray’em, ale ze swoim kolanem, a Serb Novak Djokovic rozprawia się z czarnym koniem imprezy Juanem Monaco.

Finał Murray – Djokovic dość nudny zważywszy na klasę zawodników i prestiż turnieju – dwóch graczy uderza z dużą siłą z końca kortu, z tym, że Djokovic bije mocniej i dokładniej od Murraya. Jak to często w moim przypadku bywa, rundy wcześniejsze bardziej przypadły mi do gustu od spotkań końcowych, czemu pozwoliłem dać wyraz tworząc subiektywną relację z turnieju.

Damska końcówka – Wygrana Agnieszki Radwańskiej w turnieju WTA w Miami i pokonanie Marii Sharapowej była triumfem tenisa inteligentnego i technicznego nad bezmyślną siłą i agresją, techniczną topornością i kortową wrzaskliwością. Był to także triumf tenisa polskiego. Legendarny Wojciech Fibak nigdy nie zadomowił się w rankingowej 10, podczas gdy popularna „Isia” jest w WTA już 4, i oby to nie było jej ostatnie słowo.

Pozostaje ściskać kciuki za Agnieszkę i życzyć dalszych sukcesów.

Czytaj również