Powrót woleja

Drukuj

To czego brakowało we współczesnym tenisie od dłuższego czasu, to agresywnej gry w stylu serve & volley. Środa na kortach Wimbledonu pokazała, że atak popłaca.

Zawodników, którzy  w światowej setce ATP często po serwisie wybierają się do siatki można od lat policzyć na palcach jednej ręki – Llodra, Stepanek, Kubot, od czasu do czasu Mahut i Benneteau. Na tym praktycznie kończy się wyliczanka.

W przeciwieństwie do „wymierających” agresywnych graczy,  na co dzień możemy oglądać wysyp zawodników operujących rzemiosłem w stylu hiszpańskim – „cykaczy” do bólu przebijających piłki z głębi kortu, z większą lub mniejszą rotacją.

Były wielki champion Pete Sampras powiedział jakiś czas temu, że nie ma ochoty oglądać często tenisa, bo „wszyscy grają praktycznie tak samo”. Aktualny mistrz US Open, Szkot Andy Murray zapytany z kolei o to, który z tenisistów ma najlepszy wolej, odpowiedział pół żartobliwie : „Ciężko powiedzieć gdyż nikt obecnie nie chodzi do siatki”.

Słowa Murraya i Samprasa nie są jednak wyrocznią, jeśli wziąć pod lupę do to działo się w środę na londyńskich kortach All English Lawn Tennis Club. Tenisiści spoza czołowej setki rankingu – Niemiec jamajskiego pochodzenia Dustin Brown oraz Ukrainiec Serhiy Stakhovsky pokazali akcje wolejowe, których nie powstydzili by się najwięksi mistrzowie szybkiego nadgarstka sprzed dekad.

Niemiec i Ukrainiec dokonali rzeczy niemałych. Obaj pokonali w 4 setach byłych mistrzów Wimbledonu – Brown Lleytona Hewitta, a Stakhovsky  samego Rogera Federera, co natychmiastowo stało się sensacją nieoficjalnych mistrzostw świata w tenisie.

Obaj zawodnicy zaprezentowali genialne wyczucie przy siatce, serwowali z dużą precyzją oraz meldowali się pod siatką najczęściej nawet po drugim podaniu. Zarówno Hewitt, jak i Federer nie mogli znaleźć recepty na nieustanną presję i spadające pod nogi piłki. Nie pomogło nawet to, że londyńska trawa nie jest tak szybka jak przed laty, kiedy to praktycznie nie można było na niej rozgrywać pojedynku w stylu defensywnym.

Zagraniczni komentatorzy rozpływali się nad grą Stakhovsky’ego i Browna i z sentymentem wspominali czasy, w których robinsonady przy siatce były na porządku dziennym. Boris Becker i John Mcenroe, którzy komentowali spotkanie Stakhovsky’ego z Federerem byli zgodni, że tenis serve&volley jeszcze nie umarł.

Stakhovsky i Brown, obaj nie mieszczący się w rankingowej setce pokazują, jak przydatny w grze jest atak, i jak wzbogaca on strategię oraz paletę zagrań. Pokazują także, że przy dobrym wyszkoleniu technicznym i solidnym przygotowaniu fizycznym, można wygrywać atakując. Serve & Volley okazał się za mocny na wielkich miłośników trawy, wielkoszlemowych zwycięzców i byłych liderów rankingu.

Porażki Federera i Hewitta są wyraźnym sygnałem na to, że wielcy czempioni pomimo ciągle niezłej formy, powinni na poważnie rozpocząć odliczanie do końca swoich sportowych karier i powoli żegnać się z zawodowstwem. Być może z kolei dla tenisa agresywnego i atakującego, a także dla wielu kibiców znudzonych wszechobecnym i nieustannym przerzucaniem piłek, będzie to nie koniec, lecz nowe otwarcie?

Czytaj również