Debata Kopacz – Szydło. Medialny pluralizm?

Drukuj

Już jutro premier Ewa Kopacz i kandydatka na nową premier, Beata Szydło zetrą się ze sobą w publicznej debacie. Czy będzie to pojedynek na argumenty, happeningi lub obietnice, będziemy mieli okazję wszyscy zobaczyć. W poniedziałek nie usłyszymy natomiast argumentów liderów pozostałych partii. I to pokazuje trend lansowany między innymi przez Telewizję Publiczną. Trend wykluczający pozostałych.

justice

           Takie postępowanie ma oczywiście daleko idące konsekwencje. Wyborcy zasiadający przed telewizorami dostają dzięki takiej strukturze debaty jasny przekaz – w pierwszej kolejności oglądamy tych najważniejszych, których głos jest najistotniejszy. Reszta to jakieś przystawki, których głos jest mniej istotny. To nie oni liczą się w wyścigu po władzę w kraju, to nie oni będą zmieniać Polskę.

Tworzenie telewizyjnego duopolu jest oczywistą korzyścią dla uczestników tej debaty, faworyzowaniem dwójki spośród całego peletonu partii politycznych. Przedstawicielki dwóch największych ugrupowań siłą rzeczy będą mieć więcej czasu na wypowiedź i promowanie swoich szyldów, aniżeli pozostali politycy, których w drugim sztosie będzie znacznie więcej.

Niebycie uczestnikiem pierwszej debaty jest dla pozostałych liderów partyjnych kampanijnym policzkiem. Nie dziwi mnie zatem konferencja prasowa ZLEW-u, Kukiz’15 i PSL-u, którzy przeciw takim praktykom protestują. Dziwi mnie, że wraz z nimi nie wystąpili przedstawiciele Nowoczesnej, KORWiN-a i Razem.

Takie postępowanie mediów jest powszechne i zdążyliśmy się przyzwyczaić. Jeśli ktoś pamięta coś z ostatnich debat prezydenckich, to raczej wręczenie chorągiewki partyjnej Bronisławowi Komorowskiemu przez Andrzeja Dudę, aniżeli to co na zbiorowej debacie miał do powiedzenia Janusz Palikot czy Grzegorz Braun.

Poniedziałkową debatę obejrzą widzowie TVP, Polsatu i TVN-u. Poprowadzi ją trójka dziennikarzy, po jednym z każdej stacji. I nie byłoy w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie uczestnictwo w tym show Telewizji Publicznej. Stacje prywatne rządzą się nieco innymi prawami. W programach stacji prywatnych często brak reprezentantów całej sceny politycznej w wielu programach politycznych i publicystycznych. Kogoś może to dziwić lub smucić, natomiast stacje prywatne mają do tego prawo i to w ich gestii pozostają tego typu decyzje.

Inaczej jest z Telewizją Publiczną, która w założeniu powinna spełniać funkcję misyjną. Wydawać by się mogło, że wszystko jest w porządku, bo w TVP pokażą się wszyscy. Hierarchia i kolejność występów ma jednak niebagatelne znaczenie. Pomijam tutaj sprawę czasu antenowego dla partii politycznych w trakcie trwania kampanii wyborczej. Bo tutaj kontrowersji nie brakuje.

Szansę na medialne zaistnienie dostaną wszystkie partie. Bez względu na to, czy będzie to 15 czy 50 minut. Gdzie tu jest sprawiedliwość? John Fitzgerald Kennedy powiedział : Kto­kol­wiek myśli, że życie jest spra­wied­li­we, jest fałszy­wie poinformowany”. I tego się trzymamy.

 

Czytaj również