(Bez)państwo. Palikot a Krishnamurti

Drukuj

Jeden żyje i próbuje być nowoczesnym politykiem, drugi nie spaceruje już po świecie. Jeden pragnie być zauważalnym i istotnym graczem, drugi nie zaprzątał sobie tym umysłu. Jeden lubi medialny przekaz w stylu performance’u z świńską głową czy wibratorem, drugi wolał mówić do tych, którzy mieli ochotę słuchać. Jeden zanegował potrzebę istnienia europejskich państw, drugi zapraszał do sięgnięcia głębiej niż do tożsamości państwowej, przynależności religijnej czy obudowania się we własnym światopoglądzie.

Tylko zjednoczona Europa będzie mogła stawić czoło wyzwaniom, które przed nami stoją. Gdybyśmy mieli choćby możliwość posiadania jednych wspólnych euroobligacji, to już o 3-4 proc. jako cala Europa zaoszczędzilibyśmy na kosztach finansowych. Gdybyśmy wspólnie jako Europa mieli możliwość zakupu od Rosji surowców takich jak choćby gaz i ropa, to polskie firmy miałyby niższe ceny” – mówił jeszcze niedawno Janusz Palikot.

Lider Ruchu Palikota wykuł teorię o korzyściach płynących z likwidacji państwa polskiego, przedstawił ją i zaproponował ideę stworzenia większego, europejskiego super-państwa, które da rodakom i innym obywatelom Europy bezpieczeństwo. Na koniec barwny polityk kwituje wypowiedź twierdzeniem, że flagi i godła są fałszywymi symbolami prowadzącymi do wojen i antagonizmów.

Co o idei państwowości zdążył przekazać nam Jiddu Krishnamurti? Przede wszystkim najpierw zachęca nas wszystkich do poznania samego siebie i zrozumienia czym jest dla nas bezpieczeństwo, gwałt i gniew.

W swoich wykładach poruszał kwestię bezpieczeństwa. Wynika z nich, że aby czuć się bezpiecznie oddzielaliśmy się od ludzi, którzy różnili się od nas.

„Czy jesteście hindusami, muzułmanami czy chrześcijanami, Europejczykami czy kimkolwiek innym, jest w was skłonność do gwałtu. Czy wiecie, dlaczego tak jest? Bo oddzielacie się od reszty ludzkości. Rodzicie gwałt, oddzielając się od reszty ludzi z powodu wiary, narodowości, tradycji. Toteż człowiek, który stara się zrozumieć gwałt, nie należy do żadnego kraju, do żadnej religii, do żadnej partii politycznej czy systemu partyjnego. Zajęty jest wyłącznie próbą pełnego zrozumienia ludzkości”.

Stworzyliśmy dla własnego poczucia komfortu państwa. Gdy to nie wystarczało, obudowywaliśmy się dalej tworząc bardziej zamknięte kręgi, kończąc na 4 ścianach w domu.

Gdy nasze „4 ściany” stawały się zagrożone, gdy chwiała się nasza strefa komfortu, pojawiał się gniew.

Gniew jest według Krishnamurtiego podstawowym składnikiem gwałtu. „Najpospolitszym objawem gwałtu jest gniew. Uważam, że gdy ktoś zaatakuje moją żonę czy siostrę, słusznie jestem zły. Gdy ktoś napada na mój kraj, atakuje moje pojęcia, zasady czy mój sposób życia, to mam prawo popaść w gniew. Gniewam się również, gdy podważa się moje błahe poglądy lub zmienia nawyki. Gdy ktoś nadepnie mi na odcisk lub obrazi mnie, popadam w gniew. Gdy ktoś ucieka z moją żoną i ogarnia mnie zazdrość, wówczas uważam, że mam prawo być zazdrosny, bo żona jest moją własnością. W każdym z tych wypadków gniew jest moralnie usprawiedliwiony. Ale zabijanie dla kraju jest też usprawiedliwione”.

Palikot co prawda mówi o symbolach państw jako źródłach nacjonalizmu i odrzuca je, ale w ich miejsce proponuje inne, które mają zapewnić bezpieczeństwo, iluzoryczny komfort i większe posiadanie. Pragnie zmiany nie dlatego, że dostrzega potrzebę poszerzania świadomości, lecz dlatego iż jako koniunkturalista stara się wyczuć nastroje społeczne, ugrać coś na kontrowersyjnych społecznie hasłach i medialnie zaistnieć.

O ile nawet Palikot co do diagnozy mówiącej, że państwo i przywiązanie do niego rodzi wojny i konflikty ma rację, o tyle chciałby zmieniać rzeczywistość od zewnątrz. Krishnamurti komentuje takie próby na przykładzie ruchów młodych, oburzonych generacji.

„Współczesna młodzież, jak każda młodzież, buntuje się przeciw społeczeństwu, co samo w sobie jest dobre. Jednak sam bunt nie jest wolnością, bo jest reakcją, a reakcja ta ustanawia swój schemat, który człowieka zniewala. Człowiekowi wydaje się, że to coś nowego. Tymczasem wcale tak nie jest. To tylko coś starego w odmiennej formie. Każda społeczna lub polityczna rewolta powróci w końcu do starej, dobrej „mieszczańskiej” mentalności”.

Aby więc zmiana mogła zaistnieć na głębszym poziomie i wnieść trwałą wartość zmieniającą życie na ziemi, potrzebne jest zdaniem Krishnamurtiego podążanie nie wytartymi ścieżkami, lecz drogami wewnętrznego poznania, po których nie stąpał nikt przed poszukującym. Ani Krishnamurti, ani żaden inny przebudzony nauczyciel nie jest w stanie podać idealnej recepty na zrozumienie samego siebie przez każdego z nas, gdyż samo to zdanie brzmi dosyć paradoksalnie. Może być jednak kimś, kto w terminologii zen jest kijem czy palcem wskazującym na metaforyczny księżyc.

Mistyk urodzony w Indyjskim stanie Andhra Pradesh podpowiada, że kluczem jest uchwycenie niezmąconego momentu, który zawsze jest momentem teraźniejszym, obecnym ale bardzo często zakłóconym intelektualnymi dywagacjami umysłu, który ze swojej natury wspomina przeszłość lub snuje plany na przyszłość.

„Czy zadaliście sobie kiedykolwiek pytanie, dlaczego ludziom brakuje tego stanu umysłu? Rodzą dzieci, utrzymują stosunki seksualne, starają się być delikatni, potrafią dzielić się po koleżeńsku, żyć w przyjaźni i solidarności, lecz dlaczego nie są w tym stanie umysłu? Czy nie zastanawialiście się, idąc leniwie brudną ulicą, przebywając na wakacjach nad brzegiem morza, przechadzając się po lesie wśród ptactwa, drzew, strumieni i zwierząt – czy nie przyszło wam nigdy na myśl pytanie, dlaczego człowiek, który żyje od milionów lat, nie osiągnął tego stanu umysłu, tego niezwykłego, nieprzemijającego kwiatu? Dlaczego wy, ludzie tak zdolni, sprytni, inteligentni, ciągle współzawodniczący z sobą, dysponujący tak cudowną technologią, że sięga ona już niebios, dostaje się pod ziemię i w głębiny mórz, wynajduje mózgi elektroniczne – dlaczego nie osiągnęliście tej jedynej rzeczy, która ma sens?”

„Powstaje więc pytanie, czy możliwe jest dojście do tego stanu umysłu bez zapraszania go, czekania na niego, szukania czy badania go? Czy może się to stać tak, jak zjawia się powiew zimnego wiatru, gdy zostawicie otwarte okno? Nie można zaprosić wiatru, ale musicie zostawić otwarte okno. Nie znaczy to przecież, że czekacie. To nie znaczy, że musicie się otworzyć, aby otrzymać. Byłby to tylko inny rodzaj myśli”.

Cytaty pochodzą ze zbioru spisanych mów Krishnamurtiego pt. „Wolność od znanego”.

 

 

Czytaj również